25 min temu
Fed: Warsh przed próbą kontroli narracji, gdy podwyżka stóp jest niemal przesądzona
Dla rynków kluczowe w najbliższym posiedzeniu Rezerwy Federalnej nie jest sama, niemal w pełni wyceniona podwyżka o 25 pb, lecz to, czy Kevin Warsh zdoła odzyskać kontrolę nad narracją polityki pieniężnej. Stawką jest ponowne ukształtowanie wycen na amerykańskich akcjach, obligacjach, rynku walutowym i złocie.
W czwartek o 2:00 czasu pekińskiego FOMC ogłosi decyzję w sprawie stóp oraz opublikuje "Summary of Economic Projections". Pół godziny później Warsh wystąpi na konferencji prasowej. Podwyżka w tym tygodniu ma być pierwszą od objęcia przez niego funkcji przewodniczącego Fed w maju.
Jeszcze w lipcu Fed stosunkiem głosów 9 do 3 utrzymał stopy bez zmian, ale ponad miesiąc później rynek niemal w całości zdyskontował powrót do cyklu zacieśniania. Dla Warsha to szczególne posiedzenie: testem jest to, czy ruch wyceniony przez rynek zdoła on zamienić w decyzję zdefiniowaną przez Fed, z jasnym uzasadnieniem i wskazaniem, co dalej.
Kontrakty na stopę funduszy federalnych wskazywały we wtorek na 92,5% prawdopodobieństwa podwyżki o 25 pb, co podniosłoby docelowy przedział stopy z 3,50%–3,75% do 3,75%–4,00%. Z ankiety Reutersa wynika, że większość ekonomistów również oczekuje podwyżki. Rynek w praktyce wykonał już pierwszy krok za Fed; teraz Warsh musi odpowiedzieć, dlaczego stopy trzeba podnieść właśnie teraz i jak bank centralny widzi kolejne miesiące.
Jeszcze przez większą część roku w Fed dominowało przekonanie, że inflacja ma przestrzeń do dalszego wygaszania. Cła oraz szok podażowy na rynku energii związany z konfliktem z Iranem wielu decydentom jawiły się jako czynniki przejściowe. Mimo inflacji powyżej 2% brakowało, ich zdaniem, wystarczającego uzasadnienia do szybkiego wznowienia podwyżek. Najpełniej ujął to gubernator Christopher Waller, mówiąc na początku września: "Dajmy inflacji czas, by się schłodziła". Podkreślał, że łagodniejsze dane z czerwca i lipca sugerują dalsze zbliżanie się do celu 2%, a koszt przeczekania jednego posiedzenia jest ograniczony, bo podwyżka o 25 pb i tak nie sprowadzi CPI od razu do 2%. Podobnie prezes Fed z Nowego Jorku John Williams oceniał, że podejście "wait and see" ma sens.
Otoczenie zmieniło się w sierpniu. Bazowy CPI wzrósł o 0,3% m/m, szybciej niż tempo zgodne z celem 2%. Ropa ponownie podrożała powyżej 100 USD za baryłkę w związku z odnowionymi napięciami na Bliskim Wschodzie. Na sympozjum w Jackson Hole pod koniec sierpnia sam Warsh ostrzegł, że jeśli decydenci nie zyskają większej pewności, iż inflacja stabilnie zmierza do 2%, Fed "ma jeszcze pracę do wykonania". Pytanie, którego bank centralny coraz trudniej unikać, brzmi: czy presje uznawane wcześniej za przejściowe utrzymują się dłużej, niż zakładano?
Sebnem Kalemli-Ozcan, profesor ekonomii na Brown University, uważa, że Fed i tak będzie musiał podnieść stopy, a im dłużej zwleka, tym większe ryzyko utrwalenia inflacji i pogłębienia problemu. Ekonomista JPMorgan Chase Michael Feroli spodziewa się podwyżki w tym tygodniu, ale ocenia, że niepewność jest większa, niż sugeruje rynkowa wycena przekraczająca 90%. Z kolei Derek Holt ze Scotiabanku twierdzi, że podnoszenie stóp może już nie być właściwym ruchem, ale wcześniejsze wypowiedzi Warsha sprawiają, że rezygnacja z podwyżki byłaby dla niego bardzo trudna. "Jeśli rynek to już wycenił, a ty i tak nie podnosisz, to kiedy?"
W praktyce Warsh mierzy się nie tylko z nowymi danymi, lecz z sytuacją, w której połączenie wcześniejszych deklaracji, bieżących odczytów inflacji i oczekiwań rynkowych stopniowo wypycha Fed w stronę zacieśniania. Po podwyżce kluczowe stanie się pytanie "ile razy?". Ruch o 25 pb może być dopiero początkiem.
Lipiec (głosowanie 9 do 3) pozostaje ważnym punktem odniesienia dla zrozumienia dzisiejszych podziałów. Wtedy za podwyżką opowiadali się już Harker, Logan i Kashkari, a m.in. Waller i Williams woleli dalej obserwować sytuację. Lisa Cook mówiła wcześniej, że jest "gotowa działać" wobec inflacji, a Michael Barr wyrażał obawy, że przejściowe presje cenowe mogą się utrwalić. Ostateczny rozkład głosów po tym posiedzeniu pokaże rynkom, czy lipcowa trójka była jedynie mniejszością, czy też zalążkiem szerszego zwrotu.
David Kelly, Chief Global Strategist w J.P. Morgan Asset Management, ocenia, że jeśli większość członków komitetu poprze podwyżkę, część dotychczas ostrożniejszych decydentów może dołączyć do większości, by pokazać bardziej spójny front. W takim układzie sprzeciw mógłby stopnieć do dwóch głosów, jednego, a nawet zniknąć.
Dla inwestorów ważniejsze od samego "dot plot" mogą być nowe projekcje stóp. Rynek będzie patrzył, ilu członków nadal widzi potrzebę kolejnej podwyżki do końca tego roku oraz jak zmieniły się oczekiwania dotyczące stóp w 2027 r.
Główny ekonomista USA w Goldman Sachs David Mericle wcześniej uważał, że inflacja powyżej 2% wynika w dużej mierze z czynników jednorazowych, a fundamenty gospodarki nie uzasadniają podwyżki. Goldman początkowo zakładał więc brak zmian w tym tygodniu, lecz później podniósł prognozę do podwyżki, wskazując, że oczekiwania rynkowe przesunęły się wyraźnie. To sprawia, że ścieżka stóp zasygnalizowana przez Fed może mieć większe znaczenie niż sam ruch o 25 pb. Jeśli "kropki" pokażą niewielką przestrzeń do dalszego zacieśniania, rynek może odczytać wrześniowy ruch jako dostosowanie do bieżących ryzyk inflacyjnych. Jeśli rosnąć będzie poparcie dla kolejnych kroków z rzędu, wrzesień może zostać uznany za początek nowego cyklu podwyżek. Tego wariantu rynek wciąż nie wchłonął w pełni.
Największym wyzwaniem Warsha nie jest Trump, tylko 5% na rentowności Treasuries. Przewodniczący Fed znajduje się pod wyjątkową presją z dwóch stron: Białego Domu oraz rynku obligacji. W ubiegłą niedzielę Trump ponownie wezwał, by USA miały najniższe koszty finansowania na świecie. Choć złagodził bezpośrednie ataki na Fed, zasugerował, że Warsh jest pod wpływem innych, "wysoce upolitycznionych" urzędników banku centralnego. Podwyżka w tym tygodniu stałaby w sprzeczności z oczekiwaniami Trumpa, zwłaszcza przy zbliżających się listopadowych wyborach do Kongresu w połowie kadencji. Wyższe koszty kredytu mogłyby zwiększyć obciążenia gospodarstw domowych związane z mieszkaniami i konsumpcją, wzmacniając presję na Biały Dom w sprawie kosztów życia.
Jednocześnie w poniedziałek rentowność 10-letnich obligacji USA przebiła 5%, napędzana wysokimi cenami ropy, utrzymującą się presją inflacyjną i oczekiwaniami dalszych podwyżek Fed. Analitycy Bank of America wskazywali, że Fed staje przed wyborem: "podnieść stopy albo ryzykować dalszą istotną zmienność na rynku obligacji". Zmienia to subtelnie zadanie Warsha. Jeśli nie podniesie stóp, będzie musiał wytłumaczyć, dlaczego wcześniejsza twarda retoryka nie przerodziła się w działania. Jeśli podniesie, musi przekonać rynek, że nie oznacza to długiej serii zacieśniania i dalszego podbijania już napiętych rentowności długoterminowych. Stąd konferencja prasowa może ważyć więcej niż sama decyzja.
Po posiedzeniu 29 lipca Warsh nie zdołał jasno uzasadnić pozostawienia stóp bez zmian ani spójnie przedstawić swojej oceny gospodarki, co przełożyło się na wzrost rentowności długoterminowych Treasuries i krytykę ze strony rynku. W Jackson Hole jego ton wyraźnie przesunął się w stronę podkreślania ryzyk inflacyjnych. Teraz inwestorzy wrócą do pytania: jeśli Fed faktycznie wznawia podwyżki, czy Warsh powie wprost, czy to jednorazowy ruch, czy początek serii? To tym trudniejsze, że jedną z jego najbardziej charakterystycznych cech było unikanie "forward guidance".
Ekonomista TD Securities Oscar Munoz zwraca uwagę: "Jeśli Warsh nadal chce unikać wskazówek dotyczących przyszłości, musi bardzo uważnie dobierać słowa... Jeśli Fed zdecyduje się zacieśniać politykę, z pewnością padną pytania o kolejne podwyżki. Jest dość jasne, że jeśli Fed podniesie stopy we wrześniu, dalsze zacieśnianie będzie nieuniknione. To, jak Warsh przejdzie po tej linie, będzie uważnie obserwowane".
Pod presją rynku Treasuries i Trumpa Warsh musi pogodzić dwa cele: pokazać gotowość Fed do walki z inflacją, a zarazem nie dopuścić, by rynek odczytał decyzję jako start niekończącej się serii podwyżek.
Wall Street modeluje trzy scenariusze. Ze względu na tę wysokostawkową sytuację uwaga rynku przesunęła się z poziomu stóp na reakcję cen aktywów. Michael Rosen, CIO w Angeles Investment Advisors, uważa, że amerykańskie akcje są w stanie wchłonąć podwyżkę. Tom Essaye, założyciel The Sevens Report Research, również twierdzi, że rynek poradzi sobie z tym ruchem, a nawet z kolejnym w 2026 r. Jeśli ścieżka okaże się wariantem "jedna lub dwie podwyżki i koniec", reakcja może być ograniczona: pomagałoby to hamować inflację i osłabiałoby narrację o braku niezależności Fed, zwłaszcza przy obawach, że Biały Dom mógłby naciskać na obniżki.
Essaye wskazywał, że w ostatnich miesiącach rynek postrzegał niezależność Fed jako zagrożoną, co podbijało rentowności. W tym miesiącu akcje spadały przez gwałtowny wzrost rentowności, a 10-letnie Treasuries w czasie wtorkowego handlu rosły w okolice 5%. Jeśli Fed pokaże determinację w walce z inflacją umiarkowanym ruchem, rentowność 10-latek mogłaby nieco spaść, o kilka punktów bazowych.
W ocenie Essaye'a nawet utrzymanie stóp bez zmian, przy jednoczesnym zasugerowaniu możliwej podwyżki jeszcze w tym roku, mogłoby przynieść w tym tygodniu nerwowość zarówno na rynku akcji, jak i obligacji. Scenariusz mógłby zacząć się od krótkiego "rajdu" napędzanego algorytmami, bo rynek lubi mniej podwyżek, ale "wobec obaw o inflację i wiarygodność trudno uwierzyć, że te wczesne wzrosty się utrzymają". W takim układzie rentowności długoterminowych papierów skarbowych mogłyby rosnąć, wywierając presję na akcje, a na znaczeniu zyskałyby transakcje na "deprecjację waluty". To mogłoby oznaczać słabszego dolara i lepsze wyniki surowców wycenianych w USD, takich jak złoto, oraz aktywów realnych.
Inaczej wyglądałby rynek, gdyby Fed zasygnalizował trzy kolejne podwyżki lub więcej. Essaye zakłada, że wówczas rentowność 10-letnich Treasuries mogłaby wyraźnie przebić 5%, zwiększając presję na amerykańskie akcje (możliwe spadki powyżej 1%). Ucierpieć mogłyby spółki cykliczne, value oraz szybko rosnące firmy technologiczne. Dolar wyraźnie umocniłby się wobec pozostałych głównych walut.